Jakie kakao wybrać? Przewodnik po prawdziwym, surowym, ceremonialnym i całkiem bezczelnym ziarnie
Jakie kakao wybrać? Przewodnik po prawdziwym, surowym, ceremonialnym i całkiem bezczelnym ziarnie
Półki uginają się od kakao, jak od deklaracji w kampanii wyborczej. Tylko że ziarno nie kłamie. Wystarczy wiedzieć, gdzie patrzeć. Jeśli stoisz przed dylematem: „Jakie kakao wybrać – surowe, ceremonialne, criollo, a może po prostu coś, co nie smakuje jak błoto z dodatkiem smutku?” – dobrze trafiłaś/eś.
Ten przewodnik nie jest ani dla influencerów z blenderem w dłoni, ani dla znudzonych dietetyków. Jest dla ludzi, którzy chcą wiedzieć, co piją – i dlaczego po niektórych kubkach kakao czujesz się jak po medytacji, a po innych jak po rozpuszczalnym grzechu w proszku.
Jakie kakao jest najlepsze? (Google pyta – my odpowiadamy)
Najlepsze kakao to takie, które nie zostało odtłuszczone, spłukane z charakteru i wrzucone do plastikowego pudełka z napisem „dla dzieci”. Szukaj: kakao niealkalizowanego, nieodtłuszczonego, surowego – najlepiej z odmiany Criollo. Czyli takiego, które coś w sobie ma – smak, minerały, teobrominę i tę niepokojącą przyjemność, której nie da się porównać z Nesquikiem.
Sprawdź choćby Pacama z Peru – 100% RAW. To ziarno wie, czego chce – i nie udaje, że ma coś wspólnego z instant.
Kakao ceremonialne – co to w ogóle znaczy?
Ceremonialne nie dlatego, że trzeba je pić w białej lnianej sukni przy świecach i mandali (choć można). Tylko dlatego, że jest traktowane z szacunkiem: całe ziarno, fermentowane, naturalne, z wyselekcjonowanych odmian jak Criollo i Trinitario, bez odtłuszczania, bez chemii.
To kakao z duszą – i działaniem: anandamid, teobromina, magnez. Ceremonialne kakao nie jest modne. Jest potrzebne. A przy okazji – obłędnie smakuje.
Criollo, Forastero, Trinitario – nie, to nie nowi członkowie boysbandu
To odmiany kakao, które różnią się jak jazz z winyla od remiksu techno na weselu. Criollo to szlachetność, Forastero to przemysł, Trinitario to kompromis.
Surowe, niealkalizowane, nieodtłuszczone – czy to tylko marketing?
Nie. To konkret, który czuje się w ciele i smaku. Surowe – znaczy: nie poddane wysokiej temperaturze. Niealkalizowane – bez zasadowej obróbki. Nieodtłuszczone – czyli z masłem kakaowym w komplecie.
Kakao, czekolada do picia czy karob? Co wybrać i dla kogo?
- Kakao ceremonialne – dla tych, którzy chcą rytuału, magnezu i goryczki z duszą.
- Czekolada do picia – dla miłośników kremowej przyjemności, często bez cukru, ale z uśmiechem.
- Karob – dla dzieci, alergików, minimalistów i wszystkich, którzy chcą słodyczy bez nerwów.
Najczęstsze pytania o kakao
Jakie kakao jest najlepsze do picia?
Najlepsze kakao to surowe, nieodtłuszczone i niealkalizowane – najlepiej z odmiany Criollo. Znajdziesz je np. w ofercie Pacama z Peru.
Czy kakao można pić przed snem?
Tak, jeśli nie zawiera cukru i nie jest przetworzone. Surowe kakao działa relaksująco dzięki zawartości magnezu i anandamidu.
Co oznacza „kakao ceremonialne”?
To kakao pełnotłuste, niealkalizowane i często surowe – pozyskiwane z wyselekcjonowanych ziaren, używane do rytuałów, ale też codziennego spożycia.
Czy dzieci mogą pić kakao?
Tak – najlepiej w wersji łagodnej, np. z karobem albo czekoladą do picia bez cukru i dodatków.
Karob zamiast kakao – czy to ma sens?
Tak – karob to naturalna, bezkofeinowa alternatywa o delikatnie słodkim smaku.
Ciekawostka
Kiedy podczas kolonii dałam dzieciom do spróbowania prawdziwe kakao, jedna dziewczynka powiedziała: „To smakuje jak stara książka, tylko do picia. Trochę dziwne, ale chcę się jeszcze raz.” I wiecie co? Dokładnie o to chodzi. Kakao to historia zamknięta w filiżance.
Co dalej? Pij, próbuj, odkrywaj. Ale świadomie.
Kakao to nie tylko smak. To wybór.
Albo – jak powiedziałabym po ciężkim dniu na mopie – forma autoterapii z łyżką i kubkiem.
Ja sama celebruję te chwile najlepiej… właśnie na koloniach.
Gdy dzieci mają chwilową pauzę, a wychowawcy – te trzy minuty, w których odzyskują kontakt z rzeczywistością. Siadam z kubkiem kakao obok stołówki, na ławce, która pamięta jeszcze disco polo z lat 90., i pozwalam sobie na ciszę.
Nie wiem dlaczego, ale to właśnie tam kakao smakuje mi najlepiej. Nie w tej przewidywalnej, instagramowo-świeczkowej wersji picia kakao, gdzie wszystko pachnie wanilią i aspiruje do katalogu IKEA. Tylko w realnym życiu – w hałasie kolonii, z opadającą energią i kubkiem w ręku, który ratuje mnie przed zjazdem energetycznym. Do tego teobromina zamiast herbaty z melisą – żeby ogarnąć dzieci do ciszy nocnej bez utraty zdrowia psychicznego;) Czasem kakao zamieniam na matchę – zależy, czy potrzebuję magnezu, czy cudów.
A najczęściej… miksuję te dwa światy. Na pełnym luzie i z pełną świadomością.
Nie musisz znać wszystkich odmian na pamięć. Wystarczy, że spróbujesz. Zaczniesz od jednej puszki – tej, która pachnie Peru, Dominikaną albo Twoim dzieciństwem bez mleka w proszku. I zanim się obejrzysz, będziesz mieć kolekcję, która śni się sąsiadom przez ścianę.
Bo ZdrowoTutaj to nie tylko sklep. To wybór.
A moje motto? Wybieraj świadomie.
A jeśli chcesz iść głębiej:
„Bezczelne” ziarno to to, które ma odwagę być sobą. Surowe, intensywne, bez cukrowej maski i bez udawania, że każdemu się spodoba. Trochę jak dobre towarzystwo – nie musi ci się przypodobać, ale zostaje w pamięci. To ziarno wie, skąd pochodzi, czym pachnie i że nie musi być słodkie, żeby było dobre. Bezczelne? Może. Ale tylko w tym najlepszym, kakaowym sensie.

