Kubeczek menstruacyjny: Mała rzecz, wielka zmiana!
Nie oszukujmy się – kubeczek menstruacyjny brzmi jak coś skomplikowanego, tajemniczego i wymagającego specjalnych umiejętności. A rzeczywistość? Często kończy się tak, że ląduje w szufladzie obok rolek do masażu i nieużywanej skakanki. Boimy się, że nie damy rady go założyć, że zaginie w ciele niczym skarpetka w pralce, że nie będziemy umiały go wyjąć. Brzmi znajomo? Kiedyś dokładnie tak samo patrzyłyśmy na tampony.
A prawda jest taka, że kubeczek to nie tylko ekologia i oszczędność. To przede wszystkim komfort, jakiego nie zapewnią ani podpaski, ani tampony. Czas rozprawić się z mitami, które sprawiają, że wciąż podchodzimy do niego jak do zagadki z innej planety. Gotowa na zmianę?
Kubeczek menstruacyjny: Strach ma wielkie oczy, ale żadnych dowodów
Kubeczek menstruacyjny budzi emocje. Dla jednych – cud i wybawienie od podpasek oraz tamponów. Dla innych – dziwna silikonowa zagadka, której nawet nie chcą dotykać. Wokół niego narosło tyle mitów, że można by z tego skleić niezły horror klasy B. Czas się z nimi rozprawić, bo większość to zwykłe strachy na lachy.
1. „Nie włożę go, bo się zaklinuje”
Spokojnie, to nie korek w butelce po winie, którego trzeba wyławiać spinaczem. Kubeczek jest elastyczny, składa się go do malutkiego kształtu, a ciało samo pomaga mu wrócić do formy. Wystarczy trochę cierpliwości i odrobina luzu – dosłownie i w przenośni.
Moja rada
Pierwsze użycie kubeczka? Spróbuj pod prysznicem! Ciepła woda pomaga się rozluźnić, a jeśli coś pójdzie nie tak, łatwiej wszystko ogarnąć.
2. „A co jeśli go nie wyjmę?”
Okej, wyobraźnia podsuwa czarne scenariusze. Kubeczek znika w otchłani, dzwonisz po straż pożarną i kończysz w artykule „najdziwniejsze przypadki z izby przyjęć”. Tylko że to niemożliwe. Pochwa nie ma tajnego przejścia do innego wymiaru. Nawet jeśli kubeczek podjedzie trochę wyżej, wystarczy się rozluźnić i lekko przeć, a zaraz wróci tam, gdzie trzeba.
3. „Będzie przeciekał”
Jeśli dobrze dobrany i poprawnie włożony, nie ma takiej opcji. A jeśli przecieka? Może nie otworzył się do końca lub to nie jego rozmiar. Trochę testów i metodą prób i błędów znajdziesz ten idealny. Warto, bo jak już trafisz – zero przecieków, zero stresu.
4. „Nie chcę infekcji”
Silikon medyczny to nie mokry ręcznik w sportowej torbie. Nie namnażają się na nim bakterie, jeśli dbasz o higienę. Myjesz przed i po użyciu, wyparzasz po każdej miesiączce i po sprawie. Mniej plastiku, mniej wilgotnych podpasek, mniejsze ryzyko podrażnień.
5. „Nie wiem, jaki rozmiar wybrać”
Z kubeczkami jak z jeansami – jeden model nie pasuje wszystkim. Różne rozmiary, różne kształty, różna twardość. Warto sprawdzić, co mówią producenci i dopasować do swoich potrzeb. Masz niski szyjkę macicy? Weź krótszy model. Rodziłaś? Może większy będzie lepszy. Sportowczyni? Może twardszy. To nie zagadka Sfinksa, tylko trochę testowania.
6. „Nie będę czuć się komfortowo”
Kubeczek dobrze założony = niewyczuwalny. Serio. Jeśli coś uwiera, to znaczy, że coś poszło nie tak – może źle się otworzył, może jest za twardy. Ale jak znajdziesz ten swój, to zapominasz, że masz okres.
7. „Co jak jestem poza domem?”
Opróżnianie kubeczka w publicznej toalecie? Brzmi jak logistyczne wyzwanie. Ale wystarczy przemyśleć strategię. Można przetrzeć go chusteczką, przepłukać wodą z butelki albo poczekać – bo kubeczek można trzymać nawet 12 godzin. Nie musisz czyścić go co dwie godziny jak tampony.
8. „Czy mogę w nim ćwiczyć?”
Tak, i to wygodniej niż z tamponem. Nic nie przecieka, nie widać sznurka, nie czujesz, że masz cokolwiek w środku. Możesz robić przysiady, jogę, a nawet pływać i skakać na trampolinie – kubeczek się nie ruszy.
Moja rada
Kubeczek a sport? Jak najbardziej! Jeśli dobrze dopasujesz rozmiar i umiejscowienie, możesz wszystko:)
9. „Nie wierzę, że to ekologiczne i oszczędne”
Jeden kubeczek starcza na kilka lat. W tym czasie zużyłabyś setki tamponów i podpasek. Wystarczy policzyć, ile miesięcznie wydajesz na jednorazowe środki i sprawa staje się jasna. Kubeczek zwraca się po kilku cyklach. No i mniej śmieci – bonus dla planety.
10. „To chyba nie dla mnie”
A skąd wiesz, skoro nie spróbowałaś? Może to właśnie to, czego potrzebujesz, żeby okres przestał być uciążliwy. Kubeczek nie jest dla wszystkich, ale warto dać mu szansę – zwłaszcza że kiedyś o tamponach myślałyśmy dokładnie to samo.
Moja rada
Nie rezygnuj po pierwszej próbie! Czasem potrzeba kilku cykli, by znaleźć idealny sposób aplikacji i wyciągania kubeczka. Cierpliwość popłaca.
Podsumowując? Kubeczek to nie kosmiczna technologia ani rewolucja dla wybranych. To po prostu inna opcja – wygodniejsza, tańsza, bardziej ekologiczna. I choć początek może być wyzwaniem, to większość kobiet, które się przełamały, nigdy nie wraca do tamponów i podpasek. Może więc czas spróbować?
Kubeczek menstruacyjny – 7 powodów, dla których warto spróbować
Kubeczek menstruacyjny wciąż wzbudza skrajne emocje. Dla jednych to największa rewolucja w okresowym życiu, dla innych – coś, co „niby fajne, ale jeszcze się nie odważyłam”. Jeśli jesteś w tej drugiej grupie i masz go schowanego gdzieś w szufladzie (albo tylko zastanawiasz się nad zakupem), to czas rozwiać wątpliwości. Oto 7 konkretnych powodów, dla których warto dać mu szansę.
1. Komfort, o jakim nawet nie wiedziałaś, że istnieje
Jeśli kiedykolwiek zdarzyło ci się myśleć: „Jezu, jak dobrze, że okres się skończył, w końcu czuję się normalnie”, to mam dla ciebie dobrą wiadomość – możesz czuć się normalnie przez cały okres! Kubeczek, dobrze założony, jest niewyczuwalny. Zero wilgotnych podpasek, zero wysuszającego tamponu, zero poczucia „czegoś” między nogami. Możesz chodzić, biegać, spać, ćwiczyć, a nawet zrobić szpagat i nic się nie zmieni. W porównaniu do tamponów – żadnego uczucia suchości. W porównaniu do podpasek – żadnego odklejania, podwijania się, przylepiania w nieodpowiednie miejsca. Po prostu zapominasz, że masz okres.
2. Oszczędzasz pieniądze i nie musisz co miesiąc myśleć o zakupach
Średnio w ciągu życia wydajemy na środki higieniczne kilka tysięcy złotych. Kubeczek? Jednorazowy wydatek na kilka lat. Już po kilku cyklach zwraca się całkowicie, a potem masz czysty zysk. Nie musisz pamiętać o tym, żeby „przy okazji” kupić tampony albo w panice biec do apteki, bo właśnie skończyła się ostatnia podpaska. Kubeczek masz zawsze pod ręką. Jedna rzecz, jeden wydatek, zero stresu.
3. Koniec z przeciekaniem – naprawdę!
Tak, każda z nas doświadczyła tego uczucia grozy, gdy odkryła plamę na jasnych spodniach, na prześcieradle, na krześle w biurze… Z kubeczkiem to się po prostu nie zdarza, jeśli dobierzesz go dobrze. Po założeniu delikatnie obracasz go w środku – jeśli się rozłożył i przyssał do ścianek pochwy, jesteś zabezpieczona nawet na 12 godzin. Możesz spać całą noc, możesz być cały dzień poza domem, możesz leżeć, siedzieć, tańczyć – i nic nie przecieknie.
4. Jest zdrowszy dla twojego ciała
Tampony wchłaniają nie tylko krew, ale też śluzówki, które powinny pozostać nawilżone. Efekt? Wysuszenie, otarcia, większe ryzyko infekcji. Kubeczek tylko zbiera krew, nie naruszając naturalnej wilgotności pochwy. Nie zawiera substancji zapachowych, wybielaczy ani żadnych chemicznych dodatków, które mogą podrażniać delikatne miejsca. Nie zwiększa ryzyka zespołu wstrząsu toksycznego (TSS), który choć rzadki, wciąż jest realnym zagrożeniem przy stosowaniu tamponów. Czysty silikon medyczny = czyste zdrowie.
Moja rada
Regularnie sterylizuj swój kubeczek, ale nie przesadzaj z preparatami, które są dedykowane do tego celu – czasem wystarczy sama wrząca woda, by pozbyć się bakterii i utrzymać higienę.
5. Ekologia – koniec z górami śmieci
Podpaska rozkłada się 300 lat. Tampony i ich aplikatory plastikowe? Podobnie. Przez całe życie jedna kobieta wyrzuca tony odpadów menstruacyjnych. A kubeczek? Jeden na kilka lat, potem można go zutylizować bez szkody dla środowiska. Jeśli chcesz zrobić coś dobrego dla planety, to jedna z najprostszych rzeczy, które możesz wprowadzić od zaraz.
6. Możesz robić wszystko – naprawdę wszystko
Pływanie, bieganie, joga, jazda konna, trening na siłowni – kubeczek nie przeszkadza w żadnej aktywności. Nie ma sznurka, który mógłby wystawać z kostiumu kąpielowego. Nie ma ryzyka, że coś się przesunie jak w przypadku podpasek. Woda, pot, ruch – nic mu nie straszne.
7. Okres staje się mniej uciążliwy
Mniej zakupów, mniej stresu, mniej przecieków, mniej zmian w ciągu dnia – okres w końcu przestaje być „tym strasznym czasem”. Nie musisz sprawdzać, czy masz zapas podpasek w torebce, czy tampon nie wypadł z kieszeni, czy da się przetrwać noc bez wstawania. Po prostu zakładasz i zapominasz.
A co jeśli się boisz?
To zupełnie normalne. Każda z nas miała obawy przed pierwszym użyciem tamponu – teraz to standard. Z kubeczkiem jest tak samo. Daj sobie czas, spróbuj, naucz się. Może nie wyjdzie za pierwszym razem, może będziesz musiała przetestować inny rozmiar – ale gdy się uda, nie będziesz chciała wracać do tamponów i podpasek.
Czy kobieta może mówić o okresie bez cenzury?
Mamy XXI wiek. Mamy loty w kosmos, sztuczną inteligencję, roboty operujące na otwartym sercu, internet szybki jak błyskawica. Potrafimy edytować geny, komunikować się z ludźmi na drugim końcu świata w czasie rzeczywistym, a nawet drukować organy w technologii 3D.
A jednak wciąż mamy problem z tym, żeby powiedzieć otwarcie: „mam okres”. Nadal w reklamach podpasek krew jest niebieska, nadal mówi się „te dni” albo „ciocia z Ameryki”, nadal w towarzystwie trzeba mówić ciszej, żeby nikogo nie urazić. A co jest do ukrycia? Dlaczego coś tak naturalnego, jak oddychanie czy trawienie, wciąż musi być owiane aurą tajemnicy?
Menstruacja to nie wstyd. To życie. Bez niej ludzkość by nie istniała. A jednak od najmłodszych lat uczymy się, że to temat, o którym się nie mówi, że podpaskę trzeba przemycić do łazienki jak kontrabandę, a wyrzucając tampon, lepiej owinąć go w kilometr papieru toaletowego – tak, jakby sam jego widok mógł
Ale co, jeśli zaczniemy patrzeć na to inaczej? Co, jeśli zamiast „przykrego obowiązku” zobaczymy w tym coś, co możemy sobie ułatwić, coś, co możemy zmienić na lepsze – nie tylko dla siebie, ale i dla świata?
Komfort, który służy i nam, i planecie
Przez lata wmawiano nam, że okres to coś, co trzeba jakoś przetrwać – przyklejać, zmieniać, maskować. Ale przecież nie chodzi o to, żeby jakoś „dać radę”. Chodzi o komfort. Taki prawdziwy, gdzie nie musimy co dwie godziny sprawdzać, czy nic nie przecieka. Gdzie nie odczuwamy dyskomfortu mokrej podpaski. Gdzie nie musimy pamiętać o zapasach w torebce.
I tu pojawia się pytanie – czy może być coś lepszego niż komfort, który jest jednocześnie lepszy dla planety?
Bo jeśli można mieć mniej stresu, mniej wydatków i mniej śmieci – to dlaczego nie? Dlaczego mamy żyć w przekonaniu, że jednorazowe środki menstruacyjne to jedyna opcja? Skoro możemy mieć kubeczek, majtki menstruacyjne, wielorazowe podpaski – rozwiązania, które nie tylko ułatwiają nam życie, ale też nie zamieniają każdego okresu w kolejne góry odpadów?
Czas skończyć z tabu – dla siebie i dla przyszłych pokoleń
Mamy wybór. Możemy trzymać się dawnych przyzwyczajeń i udawać, że okres nie istnieje. Możemy dalej owijać tampony w ręczniki papierowe i mówić szeptem, kiedy prosimy kogoś o podpaskę. Ale możemy też spojrzeć na to inaczej – jak na część życia, która może być prosta, wygodna i nieobciążająca dla środowiska.
Bo jeśli mamy rewolucję technologiczną, rewolucję praw kobiet, rewolucję w podejściu do własnego ciała – to może czas na rewolucję w myśleniu o menstruacji? Bez wstydu, bez szeptania, bez ukrywania. Za to z komfortem, troską o siebie i o planetę. Bo to nie temat tabu. To po prostu życie.
Gotowa na rewolucję? 😊

